Witam. 
Postaram się, opowiedzieć jak powinien wyglądać dobry reportaż ślubny i trochę o tym, jak pracuję. Naszą przygodę zaczynamy od spotkania i poznania się. Jest to bardzo ważne, bo poza omówieniem wszystkich detali związanych ze zleceniem mamy szansę poznać swoje oczekiwania i to czy sobie odpowiadamy. W czasie wesela spędzimy z sobą sporo czasu, więc musimy się czuć swobodnie, co przełoży się na zdjęcia ślubne.

Jeżeli pan młody mieszka gdzie indziej, to jego przygotowania uwieczniam dzień wcześniej. Unikam w ten sposób stresu związanego z przejazdem i tym, czy zdążę.

W dzień wesela melduję się w domu panny młodej jako pierwszy, jeszcze przed makijażystką i fryzjerką. To często ostatnia chwila na spokojną rozmowę. Później zaczyna się wyścig z czasem i emocjami. Dokumentuję domową krzątaninę. Poznaje relację rodzinne.

Po dość spokojnych przygotowaniach przychodzi czas błogosławieństwa i pierwsze łzy. Niesamowite jest to, ile razy w ciągu tego dnia będziemy się na przemian śmiali i płakali. Później jest gorączkowe szybko, szybko, bo nie zdążymy do kościoła. A jak przychodzi co do czego, to przed kościołem stoimy dobre 20 minut. Dla mnie to jest czas, by przywitać się z księdzem, pokazać mu dokument stwierdzający ukończenie kursu (unikajcie fotografów bez tego, bo ksiądz może zabronić mu robić zdjęcia podczas ceremonii ślubnej). Pytam też o pozwolenie na wejście na chór lub nawę, jak taka jest. Często spotykam się ze zdziwieniem, że o to pytam, bo mało kto o tym myśli. A ja mam ładny kadr z takiego miejsca. Później wracam do pary młodej. Trochę ja uspokoić, bo emocje sięgają zenitu. Tu mam niezawodną historię ze ślubu mojej babci. Oraz udzielić kilku ostatnich wskazówek. Podstawowa to wolniej. Zaczyna się i wchodzimy do kościoła. To jest dla mnie dobry moment, by wykonać zdjęcia rodzinie. Kobiety mają jeszcze piękny makijaż, bez śladu łez.

Ile by nie trwała ceremonia, to moment obrączek zawsze przychodzi szybko. I nieważne ile byśmy wcześniej mówili, że jesteśmy wyluzowani, to na tę chwilę nie ma mocnych.

Mimo iż wesel widzę nie mało, to praktycznie zawsze płaczę z panną młodą w tej chwili, a chwilę później śmiejemy się przy podziękowaniach przed kościołem. Od teraz już z niczym nie ma pośpiechu.

Udajemy się na salę, gdzie rodzice witają parę młodą chlebem i solą. Bardzo lubię te wszystkie drobne rytuały. Po nim przychodzi mała i często ostatnia chwila wytchnienia dla pary młodej i gości, a dla mnie czas na wykonanie kopii zapasowych zebranych do tej pory materiałów. W tym dniu nic nie wydarzy się dwa razy. Dla tego pracuje na dwa aparaty, kilka kart plus kopie zapasowe w wolnych chwilach, bo tu nie ma mowy o utracie zdjęć.

Po pierwszym posiłku i chwili spokoju nadchodzi pierwszy taniec. Po nim mam chwilę na poznanie reszty rodziny, ustalenie z kapelą i kuchnią ważnych momentów i zdjęcia grupowego. Wszystkich nakłaniam, by było ono o złotej godzinie. Przy okazji tego zdjęcia wykonuję też kilka zdjęć z rodziną i znajomymi.

Spora część fotografów nakłania parę młodą na mini sesje w trakcie. Ja wolę wykonać ją na spokojnie innego dnia, dzięki temu taka sesja poślubna może być w ładnym plenerze, dzięki czemu możemy złapać więcej fajnych ujęć. W sumie fotograf ślubny to taki łowca. Polujemy na chwilę, emocje, spontaniczne zachowania. Musimy być zawsze gotowi nie zależnie od warunków. Impreza się rozkręca, a ja mogę wyłapać detale, które tak starannie zaplanowaliście i przygotowaliście.

Jeszcze przed oczepinami przychodzi moment największego wyciskacza łez – podziękowania dla rodziców, a później - bawmy się – oczepiny.

Czasami, aż brzuch boli ze śmiechu. To jest moment, gdzie praktycznie wszyscy fotografowie kończą, a znam nawet takich, co kończą przed oczepinami. Ja mam inne podeście. Jestem na nogach od rana, z niewielkimi chwilami na złapanie oddechu i nie mam ochoty zmęczony wracać do domu, bo uznaje to za mało bezpieczne. Przed podpisaniem umowy na reportaż ślubny dogaduję z parą młodą, by mi na mój koszt zarezerwowali pokój przy sali. Ja wiem, że na spokojnie po chwili snu wrócę do domu, a państwo zyskują kilka fajnych ujęć.

To, plus czas oddania zdjęć wyróżnia mnie najbardziej w sród innych fotografów ślubnych. Małych drobiazgów jest więcej, ale najważniejszy jest w umowie zapis, że pierwszą małą galerię zdjęć otrzymają państwo w ciągu dwóch tygodni od wesela. Nie wyobrażam sobie czekania na zdjęcia po trzy, cztery miesiące. Dwa tygodnie to czas, gdzie jeszcze wszyscy żyją i mówią o weselu. Mała galeria to około 100 zdjęć będąca idealnym reportażem ślubnym. To wystarczająca ilość, by pokazać pełen emocji album ślubny. Galerię umieszczam na swojej stronie, a państwo decydują czy chcą, by była zabezpieczona hasłem. Większą galerię obejmującą pełny reportaż ślubny otrzymają państwo do 60 dni od wesela. Na koniec trochę o sprzęcie. Pracuję na dwóch pełnoklatkowych aparatach Nikona. D4, który jest niczym czołg – niezawodny w każdych warunkach, do tego stopnia, że Nasa zabrała je w kosmos, oraz D810, który posiada 36Mpx i pięknie oddaje wszystkie detale. Praca na dwa aparaty daje mi bezpieczeństwo. Nawet jak by się jeden w czasie wesela zepsuł (to tylko sprzęt), to drugi dokończy robotę. Dwa aparaty to też wygoda pracy. Na jednym mogę mieć założony zoom i wiem, że w każdej sytuacji wykonam dobre zdjęcie, a na drugim obiektyw stałoogniskowy z małą głębią ostrości dającą tę magię na moich zdjęciach :)